Kultura staroobrzędowców na ziemiach polskich – XVII-XX w

Justyna Bednarska

„Doczesne życie jest tylko drogą do osiągnięcia życia wiecznego.” (Przybył, s. 26) Rozpatrując kulturę starowierców z perspektywy sugerowanej przez to zdanie, można dojrzeć sens i spójność w specyfice, składających się na nią tworów. Owa specyfikę najlepiej określić jako przenikające ich rzeczywistość eschatologiczne natchnienie. Cyryl z Turowa, prawosławny biskup, żyjący na pół wieku przed reformami Nikona, w modlitwie codziennej wymawiał słowa: „Wybaw mnie od onego sądu i od ciemności zewnętrznych i od nieumierającego jadowitego robaka i od nie gasnącego płomienia” (Przybył, s. 33). Ta modlitwa może posłużyć w zrozumieniu motywów postępowania starowierców i choć w małym stopniu zajrzeniu za kulisy ich życia, którego korzenie są nierozerwalnie połączone ze skomplikowanymi dziejami kościoła prawosławnego i Rusi.

Determinanty ich życia to z jednej strony wizja nieuchronnie zbliżającego się końca świata, a z drugiej nadzieja pokładana w orędownictwie Matki Bożej i wiara w Boże miłosierdzie. Dwie ruskie idee eschatologiczne, składające się na podstawę religijności staroobrzędowców szczególnie wyraźnie to prezentują. Jedną z nich jest przekonanie, jakoby świat miał trwać symboliczne 7000 lat, których koniec przypadał 1 września 1491 roku (w kalendarzu juliańskim 7000). Gdy koniec świata nie przyszedł stwierdzono, że Bóg odkładając go w czasie okazał swą łaskę przez wzgląd na sprawiedliwych, których znalazł wśród ruskich prawosławnych. Od tej pory zaczęto kojarzyć dalsze trwanie świata z czystością wiary, co przejawia się w wydawałoby się najbardziej prozaicznych czynnościach, jak np. kąpiel czy spluwanie. Druga z idei to przekonanie, że koniec świata nadejdzie w roku 1666. W 1653 miały miejsce reformy Nikona, a dokładnie w 1666 roku zakończył się sobór moskiewski, co utwierdziło przeciwników zmian, tj. pierwszych starowierców, co do słuszności ich drogi i tym samym odcisnęło piętno na dalszych losach.

Interesującym przy rozpatrywaniu dziejów staroobrzędowców na ziemiach polskich jest to, że w religijności ruskiej jagiellońska polska jawiła się jako synonim niegodziwości i zła, skażona przez antychrześcijański, łaciński Rzym, próbująca zabrać przestrzeń życiową Rusinom. Jednakże masowe prześladowania starowierców zmusiły ich do ucieczki z Rusi i zanurzenia się w „ziemie Antychrysta”. Te fakty mogą tłumaczyć ich izolacjonizm i zauważalną odrębność.

Osiedlenie

Staroobrzędowcy najpierw osiedlali się na ukraińskich ziemiach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, potem wraz ze wzmożonymi represjami w Rosji zajmowali okolice Kowna, Wilna, Kurlandii, Rygi. W późniejszym okresie niewielkie grupy zamieszkały również w Warszawie i na Mazurach. Nowe słobody zakładali na dzierżawionych terenach, zazwyczaj w bezludnych okolicach. Zgadzało się to z ich powiedzeniem jakoby „Cerkiew Boża skryła się w pustyni”. Początkowo osiedlali się małymi grupami, po parę rodzin, ponieważ większym gromadom ludzi trudno było zdobyć w lesie odpowiednią ilość ziemi uprawnej. Z czasem te osady przekształcały się w małe wsie.

Na początku budowali mieszkanie tymczasowe, najczęściej ziemiankę jamową, skupiając się tym samym na przygotowaniu ziemi pod uprawę. Później budowali właściwy dom, używając do tego sosnowych lub jodłowych okrąglaków. Dopiero pod sam koniec XIX w. na Mazurach stanął pierwszy dom murowany wybudowany przez staroobrzędowca. Mniej więcej od tamtej pory ich zabudowania się różnią się od tego, co budują innowiercy.

Najpowszechniejsze były domy trójwnętrzne – właściwie łączono pod wspólnym dachem dwa oddzielne domy (izby) jednownętrzne obszerną sienią. Dachy były wyłącznie dwuspadowe, a podłogi drewniane, zwane mostami. Rzadziej występowały gliniane klepiska. Izba mieszkalna musiała być na tyle obszerna, aby starczyło miejsca na umieszczenie we wschodnim jej rogu przedmiotów kultu, tj. bożnicy. Musiała bezwzględnie znajdować się w domu starowierców. Oprócz bożnicy w izbie mieszkalnej na prawo lub lewo od drzwi sieni stał duży piec chlebowy. Jego frontowa część była zawsze zwrócona do okna. Niektóre piece były tak duże, że zajmowały nawet połowę izby. W związku z tym na ogół było ciasno, niektórzy spali w sieni, w spichrzu lub na strychu. Ściśle przestrzegany był zakaz układania się do snu nogami w stronę ikon wiszących we wschodnim rogu izby. „W związku z tym staje się zrozumiałe, dlaczego dawniej istniał u nich zwyczaj układania ciała nieboszczyka tylko wzdłuż macicy (poprzecznej belki podtrzymującej pułap). Chodziło tu o to, aby pogodzić ze sobą dwa sprzeczne zakazy. Z jednej strony nieboszczyk powinien być położony twarzą do ikon, z drugiej zaś strony nie wolno było jego nóg skierowywać bezpośrednio do tych samych ikon. Ułożenie ciała nieco bokiem, wzdłuż ‘macicy’ spełniało w pewnej mierze oba warunki.” (Iwaniec, s. 205)

Bania

Staroobrzędowcy osiedlający się na nowych terenach bardzo często w pierwszej kolejności budowali banię czyli łaźnię parową, żeby mieszkać w niej do czasu zakończenia wznoszenia domów mieszkalnych. Bania to miejsce łączące w sobie wymiar praktyczny jak i sakralny. Przede wszystkim służy do kąpieli, ale jest jednocześnie pralnią, suszarnią do ubrań i lnu. Dawniej niektóre duże łaźnie w zimie stawały się świetlicami, w których zbierała się młodzież. Kąpiele w bani oczyszczały zarówno ciało, jak i duszę. Ceremonie łaźni ze względu na określone warunki jakie wytwarzają, dają możliwość wejścia w zmieniony stan świadomości i doświadczenia tego całym sobą.

Zimą, tego dnia, kiedy ma być kąpiel, już koło południa zaczynają się przygotowania. Suchym drzewem pali się w łaźni ok. 2-3 godzin, żeby rozgrzać kamienkę. Kiedy kamienie są już mocno rozgrzane oczyszcza się palenisko i zalewa wodą. Kiedy już nie ma dymu zamyka się okienka i drzwi. Dawniej najpierw kąpali się mężczyźni, potem kobiety z dziećmi, czasem niemowlętami, obecnie nie przestrzega się tego surowo. Kąpiel trwa od 1,5 do 2 h. Wystarczy małą ilość wody wylać na kamienie, żeby wytworzyła się silnie skroplona para. W czasie kąpieli można kilkakrotnie polewać kamienie wodą w zależności od wytrzymałości kąpiących się. „Skroplonej pary, wbrew pozorom, nie widać, kąpiący odczuwa jedynie przypływ fali ciepłego powietrza, które staroobrzędowcy nazywają ‘znoj’. Po jakimś czasie uczestnicy kąpieli wchodzą na półkę i smagają się brzozowym lub rzadziej dębowym wienkiem. Ten koniecznie musi mieć liście łagodzące uderzenia i ponadto wydzielające przyjemną woń.[…]Według relacji staroobrzędowców najlepszymi wienkami są te, które zostaną przygotowane w ‘Bogorodzickij post’. […]Tego rodzaju kąpielami staroobrzędowcy leczą najczęściej skutecznie wszystkie przeziębienia i niedomagania w mięśniach. W łaźniach przebywają tak długo, dopóki nie poczują potrzeby zaczerpnięcia świeżego powietrza, wówczas wybiegają na zewnątrz, tarzają się w śniegu lub wskakują do lodowatej wody w przerębli albo wylewają pełne wiadra wody na głowę. Powtarzają to po trzy do pięciu razy. Dawniej pilnowano się, by do rozgrzanej łaźni nie wchodzić o zmroku, bo wierzono, że wtedy zaczynali się tam kąpać czarci.” (Iwaniec, s. 215) Ze względu na lecznicze właściwości łaźnie zyskały popularność również wśród okolicznej ludności.

Istniało dużo przepisów dotyczących łaźni, a w przypadku ich złamania trzeba było oddawać karne pokłony w molennie. Ponadto „nie wykąpany, brudny nie powinien był udawać się do molenny, toteż tego, kto nie był w sobotę w łaźni, wytykano palcem i porównywano do świń.” (Iwaniec, s. 216) „Łaźnia spełniała dawniej także rolę izby porodowej, gdzie w siedzącej lub klęczącej pozycji, nigdy jednak w leżącej, kobiety rodziły. […] Odbywanie porodu w łaźni podyktowane było nie tylko względami higieny, lecz przede wszystkim wynikało z nakazów religijnych, zabraniających ‘nieczystym’, za jakie uważano kobiety, rodzić dzieci w miejscach gdzie wisiały ikony” (Iwaniec, s. 209)

Budownictwo sakralne

Dopiero po zadomowieniu się i nabraniu zaufania do władz staroobrzędowcy wznosili swoje kaplice w osobnych budynkach. Prowizoryczne molenny przyjętym zwyczajem urządzali w domach prywatnych lub nawet w stodołach. Molenny na ziemi suwalskiej miały kształt kwadratu i zbudowane były z drewna, a pokryte słomą. Na podobieństwo starych cerkwi ruskich dach był dwuspadowy, zwieńczony główką z krzyżykiem. Zazwyczaj wyznaczoną izbę przedzielano na dwie części jasną zasłoną. Prawa była dla mężczyzn, lewa dla kobiet. „Ściana, przy której urządzano rodzaj ołtarza, musiała być koniecznie wschodnią ścianą izby. Do tego staroobrzędowcy przywiązywali szczególną wagę, gdyż, jak twierdzili, prawdziwy chrześcijanin winien kierować swój wzrok na Wschód, który to symbolizuje światłość, dobro i prawdę (Chrystusa), a tyłem należy być odwróconym do Zachodu, bo symbolizuje on ciemność, zło i zgubę (szatana).” (Iwaniec, s. 150)

Co ciekawe, w molennach często znajdowały się spluwaczki, tj. małe beczułki z sianem. Spluwać można było tylko na lewą stronę, tj. na biesa.

W XIX w. zamiast dzwonów używali wyłącznie znanych im już wcześniej „bił”, „klepał”. „Rozróżniano w zasadzie dwa rodzaje bił: wielkie i małe.[…]W biła uderzano (klepano) drewnianymi czy metalowymi młotkami o różnych kształtach. Nie zawsze uderzano w te same deski (czy metalowe pręty, sztaby), zmieniano je często w zależności od dnia i rodzaju nabożeństwa.[…] echo klepała, zwłaszcza drewnianego nie rozlegało się tak daleko jak dzwonu i nie narażało na sprowadzenie niepożądanych gości.” (Iwaniec, s. 154, 155)

Staroobrzędowcy, posiadający dzwony w molennie bardzo się tym szczycili. Ich zdaniem symbolizują one głos archanioła Michała, przypominającego w ten sposób ludziom o zmartwychwstaniu Chrystusa. „Używanie dzwonów do innych celów niż religijne było surowo zabronione, a uderzyć w nie miał prawo jedynie nieżonaty staroobrzędowiec.” (Iwaniec, s. 160) W Wojnowie, w województwie warmińsko-mazurskim, na dzwonnicy jest dzwon, uruchamiany za pomocą uderzeń jazyka (serca) – inaczej niż w kościołach rzymskokatolickich, gdzie dźwięk wydobywa się przez poruszenie całego dzwonu.

Eugeniusz Iwaniec w książce wydanej w 1977 roku pisze, że w Polsce znajduje się 6 molenn staroobrzędowców (Iwaniec, s. 162). Obecnie jest ich cztery. Jedna w Wojnowie i trzy w województwie podlaskim.

Przedmioty kultu religijnego

Starowierzy otaczali powszechną czcią przedmioty kultu religijnego oraz przykładali do nich wielką wagę. W sposobie wykonania na przestrzeni wieków starali się naśladować swoich przodków, a jakiekolwiek odstępstwa traktowane były na równi z herezją. Dzięki temu niektóre elementy staroruskiej kultury religijnej (do połowy XVII w. jeszcze powszechnie uznawane w całej Rosji) można dziś znaleźć jedynie u staroobrzędowców.

Ikony to dla nich najwyższy skarb oraz najbardziej charakterystyczna cecha zewnętrzna. Są rodzajem religijnych ksiąg, zrozumiałych dla wszystkich, nawet niepiśmiennych. Służą przede wszystkim kontemplacji, uważnemu, modlitewnemu wpatrywaniu się. Ogólnie przyjętym zwyczajem w domu starowiera musi znajdować się przynajmniej jedna ikona i to na honorowym miejscu, we wschodnim rogu izby. Przymocowywanie jej gwoździami jest zabronione, oznacza profanację względem Chrystusa. Można je znaleźć w domu, na wrotach, drzwiach, na krzyżach nagrobnych (na przecięciu głównych ramion krzyża robiono małe wgłębienie, gdzie umieszczano ikonkę, przeważnie metalową), niesie się je na czele konduktu pogrzebowego zamiast krzyża. W podróż zabiera się małą ikonkę. W czasie II Wojny Światowej, niektóre matki wszywały małe ikonki, np. 3×3 cm, swoim synom do kurtki na wysokości piersi, a dziadkowie błogosławili nimi udających się na front. Wchodząc do czyjegoś domu najpierw żegnano się przed ikoną, a dopiero potem składano pokłon gospodarzowi. W pomieszczeniach, gdzie wisiały poświęcone ikony obowiązywał zakaz palenia tytoniu, a podczas współżycia małżeńskiego zasłaniało się ikony ręcznikami. W czasie pożaru to je ratowano jako pierwsze, a jeśli ikona spaliła się to mówiono, że wniebowstąpiła. Zniszczonej ikony nie wolno było spalić, puszczało się ją z prądem rzeki, oddając w ten sposób woli Bożej lub zakopywano na cmentarzu, czasem nawet w trumnie. Ikona nie mogła być sprzedana, a jej podrysowywanie to wielki grzech. Nigdy nie poddawano jej konserwacji, tym bardziej innowiercom, można ją było tylko przetrzeć ‘olifą’ (gotowany olej lniany z różnymi dodatkami). Nie wolno ozdabiać ikon jak w wyznaniu rzymskokatolickim, tj. paciorkami, łańcuszkami, wotami, żeby nie odwracać uwagi. dozwolone są tylko okłady z symbolizującego boskość złota. Powszechne jest strojenie kolorowymi wianuszkami z papieru lub wyszywanymi ręcznikami. W Polsce najczęściej spotyka się na ikonach postać Matki Boskiej i św. Mikołaja (widzieli w nim swojego i całej Rosji patrona, w ich mniemaniu troszczy się o urodzajność pól i opiekuje wędrowcami).

Obok ikon najważniejsze były księgi religijne. Dzięki temu duża liczba starowierców, nawet chłopów, umiała czytać (co odróżniało ich od chłopów wyznania prawosławnego czy rzymskokatolickiego). Biorąc do ręki księgi trzeba się żegnać, po zakończeniu czytania też. „Dawniej przestrzegano, by w czasie czytania stronice przekładać tylko prawą ręką odchylając najpierw górny róg, przy czym należało to czynić powoli, ze skupieniem i uwagą. Za grzech uznawano pozostawienie księgi otwartej. Musiała ona być nie tylko zamknięta, ale i zapięta na specjalne do tego celu służące ‘zastiożki’ (klamry). Księgi przechowywano pieczołowicie, przeznaczając dla nich w izbie miejsce pod ikonami, a stawiano (nie kładziono) je na specjalnych półkach lub stolikach, odwracając ‘zastiożkami’ do ściany.” (Iwaniec, s. 168)

Również krzyże otacza się szczególnym kultem symbolicznym. „Uważają oni, że krzyż, na którym przybito Chrystusa, składał się ze ‘stołbu’ (słupa), ‘pierekładiny’ (poprzecznika), do której przygwożdżono ręce Chrystusa, ‘podnożyja’ (podstawka), gdzie przybito nogi, oraz ‘doszczeczki’ (titło) z napisem, umieszczonej nad głową ukrzyżowanego. Dlatego też tylko taką formę krzyża ‘ośmikonieczną’ (ośmiokończastą) uważają oni za jedyną słuszną i właściwą. Wszystkie inne są przez nich uważane za heretyckie lub w ogóle nie mające nic wspólnego z chrześcijańskim kultem. Czerokończasty krzyż nie jest dla nich symbolem męki Chrystusowej, nie uznają go i określają pogardliwą nazwą ‘łatinskij krzyż’ (nie ‘kriest’).” (Iwaniec, s. 184)

Krzyże „stałe” można znaleźć na frontonie i kopułach molenny, w oknach, nad oknami, na cmentarzu, nad wrotami i bramami prowadzącymi do miejsc związanych z kultem. Przeważnie wykonywano je z drewna, uznawanego za najwłaściwszy materiał, jako że na takim krzyżu zmarł Chrystus. Krzyże na cmentarzach ustawia się na wschód, w nogach zmarłego.

Krzyże przenośne to głównie krucyfiksy. Znajdują się we wszystkich molennach i w każdym domu SO. Zazwyczaj są niedużych rozmiarów, wykonane gł. z mosiądzu lub metalu. „Tuż pod titłem krzyża większego rozpoczyna się krzyż mały, na którym postać Ukrzyżowanego staroobrzędowcy przedstawiają według dawnego wzoru, uznanego przez nich za jedyny właściwy. Stosownie do niego Ukrzyżowany ma lekko pochyloną głowę w prawo, ręce ustawione poziomo w linii prostej z dłońmi odwróconymi na zewnątrz i palcami wyprostowanymi. Zdaniem SO naciągnięte ręce Chrystusa (tak jakby on wisiał w powietrzu) mają podkreślać, że nie był on zwykłym śmiertelnikiem, ale Bogiem-człowiekiem. Kolana Ukrzyżowanego są lekko ugięte, stopy rozwarte, ustawione niemal pod kątem prostym tak, jak w pozycji stojącej, lewa zaś stopa bardziej odsunięta na bok. W ten sposób przedstawiony Chrystus, mimo że każda z jego stóp jest przybita gwoździem, czyni wrażenie, jakby opierał się nogami o podstawkę(ukośnicę), która swym prawym ramieniem wzniesiona jest ku górze.[…]W środkowej części dużego krzyża i na jego podstawie widnieją kontury jerozolimskich światyń. W ten sposób postać wiszącego na małym krzyżu Chrystusa jest jakby rozpostarta na tle miasta. Poza tym odnosi się wrażenie, że mały krzyż wrasta w ziemię. W jego wnętrzu (na dużym krzyżu), pod stopami Chrystusa znajduje się trupia czaszka, ma ona symbolizować grzech pierworodny i odkupienie go, albowiem, jak twierdzą staroobrzędowcy, Chrystusa ukrzyżowano na tym samym miejscu, gdzie został pochowany pierwszy człowiek – Adam, i jego to ściekająca krew Chrystusa miała oczyścić.”(Iwaniec, s. 185)

Kolejnym typem krzyży są natielnyje – małe krzyżyki, które otrzymuje każde dziecko podczas chrztu. Inne są dla kobiet, a inne dla mężczyzn, np. kobiece swoim kształtem przypominają gwiazdę, co oznacza zależność niektórych planet-gwiazd od słońca, które daje im światło i ciepło, a tu zależność kobiety od mężczyzny. Należy je zdejmować przed współżyciem.

Na przedmioty pomocnicze składają się: kadzialnica – do rozpalania na rozżarzonych węglach kadzidła; świeceniezbędne przy jakichkolwiek praktykach religijnych (odmawiają sprzedawania ich ludziom innej wiary, czyste są tylko te zrobione przez nich samych z pszczelego wosku) oraz lestowka i podrucznik. Lestowka to rodzaj różańca, choć zupełnie nie podobny to katolickiego. „Jeszcze do niedawna głowa domu – ojciec wzywał całą rodzinę, szczególnie w dni świąteczne, do porannej modlity ‘po lestowkie’. Niejedno dziecko oberwało lestowką od rodziców podczas porannej modlitwy za nieposłuszeństwo. Lestowką karcił też dzieci nastawnik w molennie za nieodpowiednie uczesanie czy ostrzyżenie włosów lub niewłaściwą postawę w czasie nabożeństwa. Największe zastosowanie posiadała lestowka przy wykonywaniu pokutnych pokłonów oraz w okresie Wielkiego Postu, kiedy to każdy SO powinien był ‘omodlić’ około 10 lestowek (złożyć 952 ziemne pokłony)”(Iwaniec, s. 195) „…człowiek, posuwający palcem wzwuż po wałeczkach lestowki przy odmawianiu modlitw, wznosi się niejako duchem po schodach od Ziemi do Nieba” (Iwaniec, s. 192) Podrucznik to mocno spłaszczona prostokątna poduszeczka z przyszytym często na zewnętrznej stronie paseczkiem-uchwytem. Potrzebna jest podczas „ziemnych pokłonów, przeważnie podczas nabożeństw w molennie. Tego rodzaju pokłony są dla staroobrzędowców czymś naturalnym, a nawet koniecznym dla wyrażenia uczuć religijnych. Jest to stara tradycja Kościoła prawosławnego z czasów przednikoniańskich, dziś utrzymywana tylko przez starowierców. Przy wykonywaniu takich pokłonów modlący się pada równo na oba kolana, opierając się jednocześnie dłońmi o podrucznik, pochylona w tym czasie głowa lekko dotyka rąk, a te podrucznik chroni przed zabrudzeniem. Zdaniem staroobrzędowców chodzi tu szczególnie o palce, które powinny być czyste, kiedy czyni się nimi znak krzyża.”(Iwaniec, s. 197) „W Kościele prawosławnym od wydania przez patriarchę Nikona zarządzenia (luty 1653 r.) ograniczającego wybijanie ziemnych pokłonów ‘podrucznik’ ze względu na swoją nieprzydatność, na brak zastosowania stopniowo wyszedł z użycia. Wprowadzonego przez Nikona tzw. kolenoprikłonienija (postawa klęcząca, a nie pokłony do ziemi) staroobrzędowcy nie uznali. Według nich ‘kolenoprikłonienije’ jest niczym innym jak tylko naśladowaniem rycerzy Piłata, tak właśnie klęczących przy urąganiu Chrystusowi” (Iwaniec, s. 197). Po nabożeństwie zostawia się podrucznik w świątyni. Położony na ławce ustala niejako miejsce uczęszczającego na nabożeństwo w molennie.

Odzież

Starowiercy starali się o zachowanie tradycyjnych rosyjskich strojów i zarostu, a wszelkie nowości uważali za wymysł szatana. „Nie mogli pojąć, jak można np. na szyi zawiązywać krawat, skoro już apostołowie głosili – ‘bieriegities-udawleniny’ (strzeżcie się uduszonego)” (Iwaniec, s. 218) Co ciekawe, częstym powodem przeprowadzania się do Rzeczypospolitej było nałożenie przez Piotra I podatku na tych mieszkańców miast, którzy nosili brody, o Polsce mówiono wtedy: „Piotr ma rękę długą, ale tu nie dosięgnie”.

Kobieta, zgodnie z tym jak kazał apostoł Paweł, musiała mieć przede wszystkim nakrytą głowę, a poza tym gładko zaczesane włosy. Dziewczęta miały zapleciony jeden warkocz, mężatki dwa, a te, które miały nieślubne dziecko – też dwa i przerzucone do przodu. Mężatki najczęściej upinały z warkoczy kok. Wśród starowierców funkcjonował obrzęd przeplatania kosy po zamążpójściu – od razu po nocy poślubnej, w akompaniamencie płaczu nowo zamężnej, którą sadzano na dzieży najbliższe zamężne koleżanki przeplatały fryzurę. Wszelkie malowanie było zabronione, a taką, która ‘łupy namazała’ wyśmiewano. Źle widziane były drogocenne ozdoby nakładane na czas uroczystości religijnych.

Rubacha, koszula z długimi rękawami, stanowiła zasadniczą część codziennego stroju. Podpasana paskiem była jedynym ubiorem pracujących latem w polu starowierek. Koszule dziewcząt ozdabiano wyszyciami, ale potem i tego zaniechano. Sarafan należał do odzieży wierzchniej. Było to coś w rodzaju bezrękawnika lub szelek w górnej części, skrojony tak by „nieczyste piersi” kobiety były przykryte. Na wierzch ubierano jeszcze fartiuchy. Mężatki nosiły na głowie kokosznik – czapeczkę z cienkiego materiału. Oprócz tego noszono kolorowe chustki. Płat to rodzaj chustki do molenny, spinany pod brodą szpilką, końce przykrywały piersi. Zimą ubierano saki, czyli kobiece sukmany, a na nogi wkładano baszmaki – na święta. Na co dzień chodzono w obijakach, boso lub w butach. W zależności od pory roku ubierano pończochy. Po domu i mężczyźni i kobiety chodzili tylko w skarpetach, żeby nie brudzić ich zawsze czystych podłóg. Na okazje religijne odziewano ciemne stroje, zaś przy udawaniu się w gościnę – jaśniejsze. W latach 70tych XX w. niektóre starowierki można już było zobaczyć w spodniach, co przed II Wojną Światową byłoby niemożliwe. Kobiety zaczęły również zaopatrywać się w gotowe ubiory produkcji fabrycznej. Było to skutkiem rozpadu dużych rodzin, nieopłacalności produkcji lnu w mniejszych gospodarstwach oraz przebywaniem męża poza domem. Kobieta miała na sobie wszystkie obowiązki i brakowało czasu na obróbkę lnu, ponadto mężczyzna, powracający z robót często przywoził podarunki, również w postaci odzieży.

Mężczyźni z dawien dawna nosili włosy z przodu nad brwiami i z tyłu równo obcięte. Nigdy się nie strzygli, a okazała broda była dowodem męstwa i godności. Nosili głównie sztany i rubachę, dawniej również spali w koszuli, a zmieniali ją regularnie co tydzień w sobotę lub prali przed kąpielą w łaźni. Męskie i żeńskie koszule ozdabiano różnokolorowymi ornamentami, skomponowanymi z geometrycznych, roślinnych i figurowych elementów. Z biegiem czasu w ornamentach rosyjskich można zauważyć zapożyczenia mazurskie, np. stylizowany chaber, wyszywany tylko na ziemiach suwalsko-sejneńskich. Lubili też koszule kolorowe; młodsi – niebieskie, fioletowe, czerwone, starsi – czarne. Jednakże do molenny nie można było wejść ubranym w czerwoną koszulę, a wpuszczanie koszuli w sztany uważane było za grzech. Zimą nosili kaftany. Do kaplicy nakładali przypominające sutanny, riaski, zapinane z prawa na lewo, „odwrotnie niż Żydzi”. W dni uroczyste mężczyźni nakładali onuce i obuwie. „Na Mazurach mnisi przez pewien czas domagali się od staroobrzędowców, by nosili buty robione na jedną nogę, dowodząc, że obuwie dopasowane na lewą i prawą nogę jest przeklęte.”(Iwaniec, s. 226) Pomysł ten jednak nie przyjął się. Noszono holendry drewniane obuwie do pracy, lub obijakibuty z drewnianą podeszwą. Nakryciem głowy były rogatywki, kapelusze z wąskim rondem lub berety. Daszek u czapki był uznawany za diabelski pazur. W białostockim nosili również uszanki. Dawniej guziki uznawano za oczy antychrysta. Od końca XX w. starowierzy ubierają się jak wszyscy mieszkańcy tych regionów.

Okrycia dla dzieci robiono ze starych spranych koszul, pamiętając o tym, że kolor czerwony może być dla nich szkodliwy. Do chrztu dziecko ubierano na biało w strój kupowany przez rodziców chrzestnych. W pierwszych miesiącach niemowlę owijano ‘swiwalnikiem’ po to by wyrosły mu proste nóżki. Do roku dziecka nie strzyżono i nie obcinano mu paznokci, żeby nie pozbawić go rozumu i pamięci, jeśli jednak paznokcie wyrosły za długie matka mogła je poobgryzać i odpadki wrzucić sobie za koszulę na piersi. Do 10-12 roku życia dzieci chodziły tylko w koszulkach.

Zmarli ubierani byli wyłącznie na biało, jako że właśnie w ten sam kolor ubiera się człowieka od razu po przyjściu na ten świat. Kobiety chowano w samych koszulach, mężczyzn w białych luźnych spodniach i koszuli. Nie wolno było robić węzłów na ubraniach. Na czole zmarłego leżał zaś wieniec.

Pożywienie i używki

Pod względem pożywienia staroobrzędowcy poważne różnili się od miejscowej ludności polskiej i praktycznie do dziś zachowali tradycyjną kuchnię. Oprócz rygorystycznego zachowywania postów nie spożywają mięsa koni, osłów, niedźwiedzi, bobrów, zajęcy, królików oraz innych zwierząt, które nie mają rozszczepionych kopyt lub które rodzą się ślepe, a ponadto raków i żółwi. Nie uznają również mięsa zwierząt uduszonych. Utrzymywali zakaz spożywania pokarmów z krwią zwierząt. Pod koniec XX w. na Mazurach kaszankę jedli jedynie młodzi i goście – innowiercy. Zakazane są również potrawy z gołębia – symbolu Ducha Św. Nie można było jeść w pomieszczeniach gdzie są koty i psy. Zakazana była kawa, a dawniej również herbata. „Np. we wsi Szury w pow. Suwalskim starowiercy dowodzą, że kiedy Chrystusa ukrzyżowano, to jakoby wszystkie kwiaty zwiędły z wyjątkiem właśnie tytoniu i herbaty, co było powodem wyklęcia tych roślin”(Iwaniec, s. 233) Mimo, że początkowo unikano również wódki i za każdy wypity kieliszek trzeba było ‘odprawiać pokutę’ w latach 1880tych w związku z zubożeniem starowierców na Mazurach zanotowano u nich skłonności do alkoholu. Palenie traktowane było jak samobójstwo „kto kurit, tot swiatogo Ducha turit”. Ziemniaki uważano za pokarm przeznaczony dla nieczystej siły, ‘czartowyje jabłoki’, a o tym, kto je spożywa mówiono, że nie osiągnie Królestwa Bożego, ponieważ są to te same płody, które wbrew Bogu zjedli pierwsi ludzie. „Jeżeli ziemniaki zakopuje się do ziemi w szczelnie zamkniętym garnku, to po 20 dniach wyjdą z niego szczenięta”(Iwaniec, s. 235) Jednakże w końcówce XX w. ziemniaki, tak jak u wszystkich w Polsce, stały się podstawa również i ich wyżywienia. O sałacie mówili: „kto je sałatę, ten upodabnia się do zwierząt żywiących się trawą” (Iwaniec, s. 236) „Podstawą ich codziennego wyżywienia były głównie produkty pochodzenia roślinnego i zwierzęcego oraz ryby” (Iwaniec, s. 236), niektóre jarzyny, owoce, grzyby, jagody, mąka żytnia w miarę możliwości zastępowana pszenną. Dawniej rozpowszechnionym daniem z mąki żytniej była sołoducha, którą pito jak piwo. W czasie postu spożywano ją jako pierwsze danie, normalnie jako trzecie. Popularnym daniem jest również żuricha, a do niej – kisłyje bliny. Poza tym krupienia – zupa z kaszą jęczmienną, kisiel owsiany, placuszki z mąki bobowej, gęsta zupa „szczi”, zupa szczawiowa, jajecznica, gotowana wieprzowina, suszone lub smażone szczupaki i karpie.

W czasie świąt pieczono paschi – świąteczne ciasto, dzień św.Piotra i Pawła obchodzony po wielodniowym poście spędzano w obfitości masła i twarogu, a na Boże Narodzenie przygotowywano „kutju” oraz bliny z miodem, popijane kwasem.

Leczniczo stosowano sok z kiszonej kapusty na ból głowy, chleb razowy przykładano na rany, smażoną cebulę na obrzęki, miód na rany ropne, siemię lniane na wrzody i czyraki, a czarne jagody traktowano jako środek na rozwolnienie.

Posty były najważniejszymi nakazami religijnymi. Porządny staroobrzędowiec wolałby umrzeć niż w trakcie postu zjeść mięso lub nabiał. Pod tym względem nie robiono wyjątków nawet w stosunku do dzieci powyżej 2-3ciego roku życia oraz chorych, którym nie podawano wtedy lekarstw. Posty wielodniowe to: wielkij post – poprzedza go siedmica, maślanica, w trakcie której można jeszcze jeść nabiał; pietrow post, trwający od 8 dni do 6 tygodni; uspieńskij – surowy, dwutygodniowy oraz czterdziestodniowy od św. Filipa do Bożego Narodzenia. Poza tym obowiązywały jeszcze cztery posty jednodniowe oraz posty nakładane przez nastawników jako pokuta.

Latem wstawali około 4-5, wiec nie było czasu zrobić śniadania. W związku z tym przed pracą jedli tylko kawałek chleba, który popijali mlekiem lub kwasem. Nazywano to podsniadanjik, podzawtryk. Po wydojeniu krów i rozpaleniu ognia jedli śniadanie. Było to między 7mą i 8mą. Spożywali je w polu. Równocześnie z nim gospodyni przygotowywała połudień (obiad), który stawiano w piecu, aby nie wystygł (jedzono potem o 12-13). Po obiedzie obowiązywał odpoczynek : „Bóg nakazał to czynić nie tylko ludziom, lecz również zwierzętom i ptakom”. Popołudniu jedzono podwieczorak – ok. 17-18 w polu, a wieczerju – ok. 21 (zawsze gotowany posiłek).

Nie siadano do stołu dopóki nie zebrali się wszyscy domownicy i nie zmówili modlitwy, kierując wzrok w stronę ikon (po jedzeniu też modlitwa). Mężczyzna siedział na honorowym miejscu i to on, gospodarz, łamał chleb. Krojenie go było grzechem. Małe dzieci i starcy często jedli oddzielnie, bo uznawani byli za czystych duchowo, za tzw. rabskich – sługi boże – mieli oddzielne naczynia, oddzielnie zmywane. Z jednej miski jedli tylko żonaci, używający alkoholu lub tytoniu i inni kontaktujący się ze światem, tj. mirskije. Nie jedzono z golącymi brody, z innowiercami – aby oczyścić się od takiego grzechu trzeba było oddać 300 pokłonów w molennie w obecności współwyznawców. 100 pokłonów było karą za zakupy na targu. W przypadku goszczenia innowierców aktualne było powiedzenie ‘czym chata bogata’, ale człowiek ten dostawał specjalne naczynia dla nieczystych.

Z czasem rozluźniły się posty, weszły elementy kuchni polskiej i na Mazurach – niemieckiej. Jako pierwsi „wyłamywali się” kupcy i najbogatsi mieszkańcy wsi.

Bibliografia

Iwaniec, Eugeniusz

1977 Z dziejów staroobrzędowców na ziemiach polskich XVII-XX w., Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, brak ISBN

Przybył, Elżbieta

1999 W cieniu antychrysta. Idee staroobrzędowców w XVII w., Kraków: Nomos, ISBN 83-85527-90-7

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s